ROZMOWA ZE SOBĄ, PROWADZENIE WEWNĘTRZNEGO DIALOGU CZ. II

Te wiersze należy zachować w pamięci po to, by je praktycznie w życiu stosować, nie zaś żeby je uroczyście wygłaszać jak hymn na cześć Apollona. A znowu w gorączce mieć trzeba pod ręką zapatrywania takie, które nam są w gorączce przydatne. Nie wolno nam w czasie, kiedy nas spala gorączka, odrzucać ze wzgardą wszystkich nauk filozoficznych ani ich hurtem w niepamięć puszczać i mówić sobie: „Jeżeli kiedykolwiek zacznę ja znowu filozofować, to niechaj się stanie, co tylko się losom podoba. Teraz trzeba mi dokądś się udać i tam ciała doglądać.” – Oczywiście, jeżeli gorączka nie pójdzie tam z tobą. A co to właściwie znaczy, że ktoś uczył się filozofii? Czy nie znaczy to tyle, że się uzbrajał i hartował przeciwko wszelkim przypadkom losu? Nie rozumiesz więc może, że wypowiadasz myśl tego właśnie rodzaju: Jeżeli się jeszcze kiedyś zacznę przygotowywać, żeby z pogodą ducha znosić wszelkie przypadki, to niechaj się stanie, co tylko się losom podoba? A kiedy przez jakiś przypadek tracisz ową pogodę ducha, to tak postępujesz jak zapaśnik, który po otrzymaniu kilku ciosów swoje sprawności szermiercze zarzuca do kąta. Ale w zapasach to jeszcze wypada zaniechać walki i nie dać sobie wymierzać ciosów, w tej natomiast dziedzinie jeżeli zaprzestaniemy filozofować, cóż na tym wygramy? Co zatem w każdym twardym zdarzeniu losu mówić powinien ten, kto się zagłębił w tajniki filozofii? – „Otom w tym właśnie celu się ćwiczył, otom się właśnie ku temu zaprawiał!” (E p i k t e t, 1961, s. 244 – 245).

„Jakże to jasno uderza, że żadne inne położenie życiowe nie jest tak odpowiednie do filozofowania, jak to właśnie, w którym się teraz znajdujesz.” (Marek Aureliusz, 1948, s. 204).

„To, czego pożądanie lub unikanie napawa cię niepokojem, nie idzie ku tobie, ale ty jakbyś szedł ku niemu. A więc sąd twój o nim mech milczy, a i ono pozostanie na swym miejscu w spokoju, a nikt cię nie zobaczy ani w pożądaniu ani w ucieczce od tego.” (Marek Aureliusz, 1948, s. 206).

„Najbardziej należy się ćwiczyć w następujący sposób: Zaraz z samego rana, kiedy wychodzisz z domu, badaj dokładnie każdego, kogo tylko zobaczysz i kogo tylko usłyszysz, i odpowiadaj jak na zadane pytania. Coś ujrzał? Pięknego młodzieńca czy piękną dziewczynę? Weż sprawdzian do ręki! Czy to jest czymś, có zależy od wolnej woli, czy nie zależy? – Nie zależy. – Precz z tym. Coś ujrzał? Kogoś, kto rozpacza nad śmiercią dziecka? Weź sprawdzian do ręki! Śmierć jest zjawiskiem niezależnym od woli. Precz z tym! Spotkał cię konsul? Weź sprawdzian do ręki! Czym jest właściwie godność konsula? Rzeczą zależną czy niezależną od wolnej woli? – Niezależną. – Z tym także precz! Nie wytrzymuje próby. Wzgardź tą godnością. Nie przedstawia ona dla ciebie żadnej wartości. Gdybyśmy tak czynili i gdybyśmy się w nabywaniu podobnych sprawności ćwiczyli dzień w dzień, od świtu do nocy, to i z całą pewnością by z tego coś wyszło. Obecnie jednak dopuszczamy do tego, że nas każde wyobrażenie porywa za sobą jako ospałych gapiów. I jeżeli gdzieś w ogóle, to jeszcze jedynie w szkole na krótką chwilę otrząsamy się ze snu. A kiedy następnie wyjdziemy ze szkoły, na widok człowieka pogrążonego w smutku i żalu mówimy: „Złamane życie!” Na widok konsula: „Temu to szczęście sprzyja!” Na widok wygnańca: „Od tego los się odwrócił!” Na widok żebraka: „Ach, biedaczyna, nie maco włożyć do gęby!” Tego rodzaju skażone zapatrywania trzeba więc z korzeniem z siebie wyrywać i w tym celu nie szczędzić trudów. Czym bowiem jest płacz i narzekanie? Zapatrywaniem. Czym jest nieszczęśliwy wypadek? Zapatrywaniem. Czym jest rozruch, czym zwada, czym po- twarz, czym oskarżenie, czym bezbożność, czym złorzeczenie? To wszystko są tylko zapatrywania i nic więcej,, a przy tym takie zapatrywania na sprawy niezależne od naszej woli, jak gdyby one były czymś dobrym lub złym same w sobie. Tego rodzaju zapatrywania niech tylko ktoś przerzuci na rzeczy zależne od naszej woli, a ja go zapewniam, że będzie zażywać pokoju ducha, bez względu na to, jak mu się ułożą sprawy zewnętrzne.” (E p i k t e t, 1961, s. 224 – 225).

„Aby żyć całkiem rozważnie i wyciągać z własnego doświadczenia całą naukę, jaka w nim jest zawarta, trzeba często wracać myślą wstecz i rekapitulować to, co się przeżyło, zrobiło, czego się doświadczyło i co się przy tym odczuwało, trzeba też porównywać poprzedni własny sąd z obecnym, zamiary i dążenie z ich rezultatem i przyjemnością, jaką przyniosły. W podobnym kierunku, co udzielona tu rada, zmierza też reguła Pitagorasa, iż wieczorem przed zaśnięciem należy przypomnieć sobie, co się zrobiło za dnia. Kto w wirze interesów lub przyjemności w ten sposób żyje, że nie powraca nigdy do własnej przeszłości, lecz tylko nieustannie klepie życie, ten utraci wszelkie jasne rozeznanie,- jego życie duchowe popadnie w chaos, a do jego myśli wkradnie się niejaki zamęt.” (Schopenhauer, 1970, s. 166).

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>