UMIEJĘTNOŚĆ OBNAŻANIA POZORNYCH WARTOŚCI

„Nie bądź ślepo rozmiłowany w swych szatach, a nie będziesz wybuchać gniewem na złodzieja. Nie bądź ślepo rozmiłowany w ubodzie swej żony, a nie będziesz wrzeć oburzeniem na cudzołóżcę. Pamiętaj o tym, że złodziej, cudzołożnik nie mogą ci żadnej szkody wyrządzić w rzeczach, które w ścisłym tego słowa znaczeniu są twoją własnością, mogą tylko ci szkodzić w rzeczach cudzych i nie podlegających właściwie twej władzy.

I jeśli te rzeczy za nic sobie poczytasz, jeśli je odrzucisz ze wzgardą, na kogóż się jeszcze wtedy mógł będziesz oburzać? Jak długo jednakże jesteś w nich ślepo rozmiłowany, oburzaj się raczej na siebie samego niżeli na złodzieja, niżeli na cudzołożnika.” (Epiktet, 1961, s. 62-63).

„Chcesz może, żebym ja przed owym wielmożą bił czołem? Albo żebym warował pod jego drzwiami? – Jeżeli tego wymaga rozum, dla dobra ojczyzny, dla dobra krewnych, dla dobra ludzi, to czemuż byś przed nim nie miał uderzyć w pokorę? Bo przecież nie krępujesz się pójść ani do szewca, ilekroć potrzeba ci butów, ani do ogrodnika, ilekroć zechce ci się sałaty, a dlaczego miałbyś napotykać opory, ilekroć zajdzie jakaś tego rodzaju potrzeba udania się do bogaczy? – Tak, to prawda, tylko że ja szewcowi nie muszę schlebiać. – I bogaczowi nie schlebiaj. – Jakże w takim razie wydębię coś, czego mi trzeba? – A czy to ja ci daję gwarancję: „Idź do bogacza, a z całą pewnością wydębisz?” A czyż nie to tylko mówię ja tobie, żebyś czynił, co ci czynić wypada? – No to po kiego licha mam iść do niego? – Żebyś w ogóle poszedł, żebyś dopełnił swych powinności – obywatela, brata i przyjaciela. A zresztą i o tym pamiętaj, że ilekroć przychodzisz do szewca, ilekroć do zieleniarza, przychodzisz do człowieka, który w swym kramie nie rozporządza niczym wielkim i niczym dostojnym, chociaż droży się tylko straszliwie ze wszystkim. Przychodzisz jak po sałatę. Pęczek sałaty wart jest jednego obola, nie zaś jednego talenta. Podobnie tutaj. Sprawa warta jest tego, by pokoczować pod drzwiami wielmoży. – No dobrze, pójdę ja do tego wielmoży. Sprawa warta jest tego, by o niej z wielmożą pomówić. No dobrze, pomówię. Ależ trzeba przy tym wielmożę i w rączkę mlasnąć, a to i plackiem upaść, a to się i z pochwałą wyszczerzyć. – Do licha z tym! Bo to jest warte jednego talenta!” (Epiktet, 1961, s. 309 – 310).

Leave a reply

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>